Magia lodu Zawsze miałem smykałkę do magii, ale porzuciłem tę ścieżkę wiele lat temu. Gdy byłem młody, często przebywałem w pobliżu Stawu Koronkarzy na północnym wschodzie. Siarczysty mróz mi nie przeszkadzał, bo byłem za bardzo skupiony na widowisku, które stanowili trenujący czarownicy. Potrafili machnięciem dłoni tworzyć w powietrzu kryształy lodu i wyszywać zamarznięte jezioro siecią delikatnych pęknięć.
Podczas jednego z takich wieczorów nieznany mi adept rzucił zaklęcie z tak niezdarnym impetem, że potknął się o krę pod swoimi stopami. Nowicjusz, zapewne – w jednej chwili wplatał w niebo gwiazdy północy, a zaraz później zniknął pod wodą. Stałem na skraju stawu i czekałem, aż się wynurzy, lecz jego przemoczone szaty maga pociągnęły go z blasku zorzy w mroczne głębiny. Gdyby mróz mnie nie odstraszył, wciąż bym tam czekał.
Wtedy postanowiłem wybrać spokojne życie w cieple ognia zamiast w mrożącej otchłani głębin jeziora. |