Oczy syreny Pod zwierciadłem księżyca syrena raz żyła, W kryształowej kałuży swe ciało ukryła. Czekała tam cicho, samotna we mgle, Nim głód jej nie zbudził, zwiastując co złe.
Coś gryzło ją w środku, paliło jak lód, To dreszcz polowania, odwieczny wciąż głód. W jej oczach migotał szkarłatny krwi blask, Szukała zdobyczy, nim przyjdzie znów brzask.
Słodki zapach kwiatów na skórze jej drży, Uśmiech ma jak wino, co kusi i drwi. Wabiła do siebie każdego, kto blisko, By zyskać partnera na ucztę – diablisko.
Myśleli, że czyste ma serce i duszę, Widząc blask w jej oczach, ulegali pokusie. Wpadali w pułapkę, co nęci i mami, W słodkim uścisku, bez tchu, pod falami.
Różowa jest woda, gdy tryska falami, Bo taniec syreny nad tymi głębiami Sprawia, że księżyc rumieńcem się płoni Od krwi wielbicieli rozlanej w tej toni. |